Dzisiaj potwierdzam, że więcej dostaje ten, kto daje, niż ten kto otrzymuje. Dziękuję jeszcze raz darczyńcom z Wyszkowa z imprezy "Babiniec", którzy ofiarowali ubrania dla dzieci i zabawki. Pierwsze kilka rzeczy trafiło już do Tbilisi do małej Elizabeth, którą opiekuje się jej mama Tamriko. Elizabeth ma jeszcze brata Dato i dla niego też znajdziemy sposób, aby przetransportować rzeczy. W Fundacji "Serce dla Gruzji" był pomysł wypraw turystyczno-charytatywnych. Wielu Polaków wybiera się w tym roku na wakacje do Gruzji... Można zabrać walizkę więcej z rzeczami dla gruzińskich dzieci z "Caritas Gruzja" bądź najmniejszych dzieciaczków od sióstr Salezjanek, które prowadzą w Tbilisi mini żłobek dla najbiedniejszych dzieci. Jeśli zaś wybieracie się na plażę do Batumi - to przy okazji możecie ze sobą zabrać część odzieży dla Wspólnoty Jana XXIII. W Gruzji od siedmiu lat pracuje Włoszka Aleksandra, która prowadzi dom dla samotnej matki, a pod Batumi odwiedza slamsy, do których zawozi ubrania dla najmłodszych, pieluchy, mleko. Wy też możecie POMÓC, zabierając ze sobą dodatkowy bagaż...
Pierwszy transport rzeczy zorganizował Wojtek z firmy Grąbczewscy, który ze swoimi pracownikami przywiózł kilka walizek rzeczy dla dzieci z "Caritas Gruzja". Dobrze mieć otwarte serce...
Pozdrawiam z Gruzji
Tamriko z Elizabeth czasowo mieszka w "Caritas Gruzja", gdzie przygotowano dla niej małe mieszkanie, pomaga w Centrum Odzieży Używanej jako wolontariuszka, a koszty mieszkania pokryła anonimowo za rok z góry sponsorka z Polski. Gdy Elizabeth skończy roczek państwo gruzińskie przestanie wypłacać zapomogę na dziecko, która wynosi 100 lari miesięcznie (ok. 200 zł).
Aleksandra Puggioni ze Wspólnoty Jana XXIII prowadzi w Batumi dom dla samotnej matki, a w domu z jej mężem mieszka czwórka dzieci z ulicy. W slamsach pod Batumi, gdzie żyje ok. tysiąca osób członkowie Wspólnoty uczą angielskiego i przywożą produkty pierwszej potrzeby dla około 20 rodzin, matek i dzieci.
"W tym obozie dla uchodźców pierwsi ludzie, którzy tu zamieszkali byli z wiosek dotkniętych trzęsieniami ziemi, ale z biegiem czasu wiele bezdomnych rodzin zajmowało to terytorium (stara rosyjska baza wojskowa)" - powiedziała mi Aleksandra. "Rodziny często nie mają pieniędzy, aby zapłacić czynsz i obóz stał się jedynym rozwiązaniem" - dodaje. Niektóre rodziny są w stanie pozostać autonomiczne, wiele otrzymuje pomoc z opieki społecznej, to są bardzo małe pieniądze - 54 lari miesiecznie (ok. 110 zł) otrzymuje mama z jednym dzieckiem, 120 lari(ok. 240 zł) otrzymuje w ramach zapomogi matka dwójki dzieci.
Pierwszą z firm, która zrealizowała pomysł charytatywno-turystycznej wyprawy i w ramach swojego pobytu w Tbilisi odwiedziła Dom dla rodzin dysfunkcyjnych "Caritas Gruzja" była Firma Grąbczewscy. Dziękujemy za przywiezioną w ramach pomocy odzież:
Ci, którzy chcą zabrać jedną walizkę więcej i odwiedzić przy okazji jedno z miejsc, gdzie na co dzień w różnych ośrodkach pomagają Gruzinom, proszę o kontakt na adres: rozagruzji@onet.eu
niedziela, 18 maja 2014
piątek, 9 maja 2014
Z Gruzją przez Polskę
Gruzja, jej położenie, historia, kultura - niezmiennie budzi zainteresowanie...Ostatnio promujemy idee Fundacji "Serce dla Gruzji" w Wyszkowie.
Wyszkowianie okazali się nie tylko ciekawi świata i pamiątek z Gruzji, ale chętnie włączyli się w akcję zbiórki odzieży i zabawek dla dzieci gruzińskich na imprezie "Babiniec Wyszków"... Wspólnie z córką mówiliśmy też o idei Programu "Przyjaźń na odległość" - zapraszam do odwiedzenia strony http://www.sercedlagruzji.pl/wydarzenia/projekty/98-duchowa-adopcja-article
Więcej zdjęć tutaj.


Wyszkowianie okazali się nie tylko ciekawi świata i pamiątek z Gruzji, ale chętnie włączyli się w akcję zbiórki odzieży i zabawek dla dzieci gruzińskich na imprezie "Babiniec Wyszków"... Wspólnie z córką mówiliśmy też o idei Programu "Przyjaźń na odległość" - zapraszam do odwiedzenia strony http://www.sercedlagruzji.pl/wydarzenia/projekty/98-duchowa-adopcja-article
Więcej zdjęć tutaj.


sobota, 19 kwietnia 2014
Kościół odnawia się w nas...
Dzisiaj Wielka Sobota. W tym roku - zarówno katolicy, jak i prawosławni obchodzą pamiątkę Zmartwychwstania w tym samym okresie. To piękne, bo dzięki temu wszyscy chrześcijanie mogą rozważać życie i śmierć Chrystusa w tych samych dniach, odnosić je do swojego życia, upadków i powstań z krzyżem. W Tbilisi Wielkanoc przygotowują w kościele Piotra i Pawła katolicy ze wspólnot neokatechumenalnych - takich, które odwołują się do początków Kościoła. To forma odnowy w samym kościele, powrót do życia chrześcijańskiego w jego początkach, kiedy nie było jeszcze podziału na katolików, prawosławnych, protestantów, a kościół był jeden. W święta życzę JEDNOŚCI nie tylko w kościele, ale i rodzinach - małych wspólnotach. Pogody ducha na co dzień, nie tylko od święta...
O wspólnotach w Tbilisi tekst poniżej.
Refleksje okołoświąteczne w Gruzji w 2013 r.
Katolickie Święta Wielkiej Nocy w Gruzji będą miały polskie akcenty, gdyż od lat w kraju pracuje wielu duchownych z Polski. Samą Paschę w kościele Piotra i Pawła w Tbilisi przygotowują co roku wspólnoty neokatechumenalne.
W Wielką Sobotę, podobnie jak w Polsce, będą święcone pokarmy. Inaczej jednak niż w naszym kraju, główny akcent w kościele Piotra i Pawła w Tbilisi zostanie położony w Wielkanoc na nocne czuwanie, a nie na samą rezurekcję poranną.
„Sama Pascha jest przygotowywana przez wspólnoty neokatechumenalne i trwa całą noc z wszystkimi dziewięcioma czytaniami” – poinformował ks. proboszcz kościoła Piotra i Pawła Adam Ochał. „Na Paschę przychodzą rodzice z małymi dziećmi, które również czuwają, mają swoją część liturgii śpiewu. Pascha jest formą przekazywanie wiary” – zaznaczył ks. Ochał. Dodał, że w Tbilisi działa sześć wspólnot neokatechumenalnych, których celem jest odnowa życia parafialnego, pierwsza powstała na początku lat 90-tych. Neokatechumenat jest rodzajem wtajemniczenia chrześcijańskiego na wzór katechumenatu w początkach Kościoła, co odbywa się m.in. przez słuchanie Słowa Bożego, wspólną eucharystię i konwencję, czyli całodniowe spotkania modlitewne.
Kościół pw. Piotra i Pawła w Tbilisi wybudowany został w latach 1870-1877 w połowie ze składek składanych przez Polaków, którzy trafili do Gruzji po powstaniu styczniowym. Proboszczem parafii i budowniczym kościoła w tym czasie był Polak ksiądz Maksymilian Orłowski. Była to jedyna świątynia katolicka otwarta w czasie komunizmu. Obecny proboszcz parafii ks. Adam Ochał zbiera środki na remont tego neoklasycznego kościoła. W Gruzji pracuje ponad dwadzieścia misjonarzy z Polski, sióstr i księży, a pierwsi polscy duchowni trafili do Tbilisi po powstaniu styczniowym wśród zesłańców syberyjskich.
Katolicy w Gruzji stanowią mniejszość, jest ich około 1 proc. Gruzini w większości są wyznania prawosławnego. Ich kościół jest autokefaliczny, a na jego czele stoi Patriarcha Eliasz II.
O wspólnotach w Tbilisi tekst poniżej.
Refleksje okołoświąteczne w Gruzji w 2013 r.
Katolickie Święta Wielkiej Nocy w Gruzji będą miały polskie akcenty, gdyż od lat w kraju pracuje wielu duchownych z Polski. Samą Paschę w kościele Piotra i Pawła w Tbilisi przygotowują co roku wspólnoty neokatechumenalne.
W Wielką Sobotę, podobnie jak w Polsce, będą święcone pokarmy. Inaczej jednak niż w naszym kraju, główny akcent w kościele Piotra i Pawła w Tbilisi zostanie położony w Wielkanoc na nocne czuwanie, a nie na samą rezurekcję poranną.
„Sama Pascha jest przygotowywana przez wspólnoty neokatechumenalne i trwa całą noc z wszystkimi dziewięcioma czytaniami” – poinformował ks. proboszcz kościoła Piotra i Pawła Adam Ochał. „Na Paschę przychodzą rodzice z małymi dziećmi, które również czuwają, mają swoją część liturgii śpiewu. Pascha jest formą przekazywanie wiary” – zaznaczył ks. Ochał. Dodał, że w Tbilisi działa sześć wspólnot neokatechumenalnych, których celem jest odnowa życia parafialnego, pierwsza powstała na początku lat 90-tych. Neokatechumenat jest rodzajem wtajemniczenia chrześcijańskiego na wzór katechumenatu w początkach Kościoła, co odbywa się m.in. przez słuchanie Słowa Bożego, wspólną eucharystię i konwencję, czyli całodniowe spotkania modlitewne.
Kościół pw. Piotra i Pawła w Tbilisi wybudowany został w latach 1870-1877 w połowie ze składek składanych przez Polaków, którzy trafili do Gruzji po powstaniu styczniowym. Proboszczem parafii i budowniczym kościoła w tym czasie był Polak ksiądz Maksymilian Orłowski. Była to jedyna świątynia katolicka otwarta w czasie komunizmu. Obecny proboszcz parafii ks. Adam Ochał zbiera środki na remont tego neoklasycznego kościoła. W Gruzji pracuje ponad dwadzieścia misjonarzy z Polski, sióstr i księży, a pierwsi polscy duchowni trafili do Tbilisi po powstaniu styczniowym wśród zesłańców syberyjskich.
Katolicy w Gruzji stanowią mniejszość, jest ich około 1 proc. Gruzini w większości są wyznania prawosławnego. Ich kościół jest autokefaliczny, a na jego czele stoi Patriarcha Eliasz II.
środa, 12 marca 2014
Weekend na koniu...
Polecam wyprawę konną po regionie Samche Dżawachetia, w Borjomi, Bakuriani i Atskuri. Znajdziecie tutaj górskie konie, spokojne, których instruktorzy są przeszkoloni przez przewodników konnych z Polski (http://www.horsetoursge.kaukaz.net/) Dosiąść konia mogą nawet Ci, którzy tego wcześniej nie robili...
Wracam tu, kiedy mogę, żeby odwiedzić Kote, mojego instruktora konnego. Kote wypracował własny styl nauki jazdy konnej dla turystów, którzy przyjeżdżają zimą na narty do Bakuriani i latem, aby odpocząć od upałów w Tbilisi. W Bakuriani jest kilka stoków narciarskich (jeden zjazd 3 lari – 6 zł, wypożyczenie nart – 10-15 lari, (ok. 20-30 zł), cały dzień skypass – 30 lari (60 zł). To stoki dla mniej zaawansowanych, dla dzieciaków i początkujących, wybór hoteli – bardzo różnorodny! Tak jak wspominałam, Kote sam szkoli turystów, przekazując im wypracowany przez siebie tzw. „kaukaski styl jazdy”. To intensywne szkolenie, bo zazwyczaj turyści zostają krótko, a chcą pojeździć długo i nauczyć się dużo... „Najpierw sadzam początkującą osobę na koniu, aby się oswoiła i pokonała strach. Kiedy pierwszy raz siedzisz na koniu, masz wrażenie, że spadniesz” – mówi mi w swoim małym domku dla turystów (30 lari – 60 zł za nocleg).
Ostatnio Kote kupił konia od Tatarów z Azerbejdżanu, którzy latem przyjeżdżają do Gruzji na wypas owiec w góry. Nazwał go „Kavkaz”. To ogier, na którym jazda to sama przyjemność, zwłaszcza w galopie. Po dwóch intensywnych godzinach szkolenia w sobotę i kolejnych dwóch w niedzielę, dosłownie padam z nóg. Czuję każdy mięsień, zwłaszcza w okolicach kręgosłupa (kiedyś spadłam z konika polskiego – i miałam sportową kontuzję mięśnia, a to się czasem odzywa).
Żebyście się nie zrażali, dodam, że Kote jest instruktorem dla początkujących – po oswojeniu z koniem, pozwala już na jazdę w stępie, a dla odważnych – galop jest dopuszczalny – tyle, że w kaukaskim stylu – lejce w jednym ręku po prawej lub lewej stronie. Chodzi o to, aby siedząc w siodle stać się jedno z koniem, takim Centaurem. Druga ręka powinna być swobodna, ewentualnie można trzymać się uchwytu siodła . Kaukaskie siodła są bardzo wygodne, miękkie i zakończone uchwytem. Kote marzy, że zbuduje dużą stajnię i hostel i będzie przyjmował też polskich turystów. „Wystarczy mi 10 koni, wtedy 8 będzie jeździć w teren, a dwa odpoczywać” – planuje. W tej chwili na wyprawy konne, w których może wziąć udział do ośmiu osób wypożycza konie od innych członków pierwszego w Gruzji stowarzyszenia koniarzy. Kiedy galopujemy wokół jego rodzinnej miejscowości Bakuriani mówi mi” to jest najlepszy sposób na depresję. Kiedy tylko mam gorszy nastrój wskakuję na Kavkaza, by galopować”... Wiem, o czym mówi. Nawet śnieg nie był mi straszny –aby poczuć ten zastrzyk adrenaliny. Krótką przejażdżkę uwieńczyliśmy wizytą w maleńkiej, gruzińskiej cerkwii. Dzięki Kote, do zobaczenia.....
Wracam tu, kiedy mogę, żeby odwiedzić Kote, mojego instruktora konnego. Kote wypracował własny styl nauki jazdy konnej dla turystów, którzy przyjeżdżają zimą na narty do Bakuriani i latem, aby odpocząć od upałów w Tbilisi. W Bakuriani jest kilka stoków narciarskich (jeden zjazd 3 lari – 6 zł, wypożyczenie nart – 10-15 lari, (ok. 20-30 zł), cały dzień skypass – 30 lari (60 zł). To stoki dla mniej zaawansowanych, dla dzieciaków i początkujących, wybór hoteli – bardzo różnorodny! Tak jak wspominałam, Kote sam szkoli turystów, przekazując im wypracowany przez siebie tzw. „kaukaski styl jazdy”. To intensywne szkolenie, bo zazwyczaj turyści zostają krótko, a chcą pojeździć długo i nauczyć się dużo... „Najpierw sadzam początkującą osobę na koniu, aby się oswoiła i pokonała strach. Kiedy pierwszy raz siedzisz na koniu, masz wrażenie, że spadniesz” – mówi mi w swoim małym domku dla turystów (30 lari – 60 zł za nocleg).
Ostatnio Kote kupił konia od Tatarów z Azerbejdżanu, którzy latem przyjeżdżają do Gruzji na wypas owiec w góry. Nazwał go „Kavkaz”. To ogier, na którym jazda to sama przyjemność, zwłaszcza w galopie. Po dwóch intensywnych godzinach szkolenia w sobotę i kolejnych dwóch w niedzielę, dosłownie padam z nóg. Czuję każdy mięsień, zwłaszcza w okolicach kręgosłupa (kiedyś spadłam z konika polskiego – i miałam sportową kontuzję mięśnia, a to się czasem odzywa).
Żebyście się nie zrażali, dodam, że Kote jest instruktorem dla początkujących – po oswojeniu z koniem, pozwala już na jazdę w stępie, a dla odważnych – galop jest dopuszczalny – tyle, że w kaukaskim stylu – lejce w jednym ręku po prawej lub lewej stronie. Chodzi o to, aby siedząc w siodle stać się jedno z koniem, takim Centaurem. Druga ręka powinna być swobodna, ewentualnie można trzymać się uchwytu siodła . Kaukaskie siodła są bardzo wygodne, miękkie i zakończone uchwytem. Kote marzy, że zbuduje dużą stajnię i hostel i będzie przyjmował też polskich turystów. „Wystarczy mi 10 koni, wtedy 8 będzie jeździć w teren, a dwa odpoczywać” – planuje. W tej chwili na wyprawy konne, w których może wziąć udział do ośmiu osób wypożycza konie od innych członków pierwszego w Gruzji stowarzyszenia koniarzy. Kiedy galopujemy wokół jego rodzinnej miejscowości Bakuriani mówi mi” to jest najlepszy sposób na depresję. Kiedy tylko mam gorszy nastrój wskakuję na Kavkaza, by galopować”... Wiem, o czym mówi. Nawet śnieg nie był mi straszny –aby poczuć ten zastrzyk adrenaliny. Krótką przejażdżkę uwieńczyliśmy wizytą w maleńkiej, gruzińskiej cerkwii. Dzięki Kote, do zobaczenia.....
niedziela, 2 lutego 2014
Kilka lari na transport..
Od razu wspominam, że lari nie wymienicie w Polsce, najpierw złotówki na dolary lub euro i potem na miejscu już w Gruzji można wymienić na lokalną walutę - lari.
Ostatnio wypróbowałm marszrutki w Gruzji– w region Samche Dżawachetia. To jeden z tańszych sposobów podróżowania po Gruzji, nie licząc łapania stopa. Do stopa jednak zraziłam się troszeczkę po letniej wizycie w Arali, gdzie podwozili mnie Gruzini (o Arali można przeczytać też tutaj.) Samotna kobieta podróżująca po Kaukazie jest niestety narażona na zaczepki i pytania, które mają wyjaśnić, czemu podróżuje sama... Odpowiem Wam od razu: bo lubię. Lubię być blisko przyrody, Boga, świata, nowo poznanych ludzi, a w samotności i podróży mogę to naprawdę poczuć i skupić się na tym, co wokół mnie, zobaczyć to, na co na co dzień nie zwracam uwagi... Wracając do marszrutek: z Gori do Borjomi – cena 10 lari (ok. 20 zł.); z Borjomi do Bakuriani – 3 lari (6zł.), z Bakuriani do Kutaisi – na lotnisko – 11 lari (22 zł). Z Tbilisi do Gori można przejechać za 5 lari w taksówce z innymi osobami. Bilet lotniczy z Warszawy do Kutaisi tanimi liniami można kupić w promocji nawetza 200 zł, regularna cena od 400- 500 zł bez bagażu, jeśli wybieracie się na dłużej, bagaż konieczny i wtedy wyjdzie ok. 700 zł. Można polować na promocje, także LOT-em bezpośrednio do Tbilisi (ok. 1200 zł, ale szczęściarze kupują bilet nawet za 400-500 zł, ahh te „szalone środy:). Do zobaczenia w Gruzji!
Ostatnio wypróbowałm marszrutki w Gruzji– w region Samche Dżawachetia. To jeden z tańszych sposobów podróżowania po Gruzji, nie licząc łapania stopa. Do stopa jednak zraziłam się troszeczkę po letniej wizycie w Arali, gdzie podwozili mnie Gruzini (o Arali można przeczytać też tutaj.) Samotna kobieta podróżująca po Kaukazie jest niestety narażona na zaczepki i pytania, które mają wyjaśnić, czemu podróżuje sama... Odpowiem Wam od razu: bo lubię. Lubię być blisko przyrody, Boga, świata, nowo poznanych ludzi, a w samotności i podróży mogę to naprawdę poczuć i skupić się na tym, co wokół mnie, zobaczyć to, na co na co dzień nie zwracam uwagi... Wracając do marszrutek: z Gori do Borjomi – cena 10 lari (ok. 20 zł.); z Borjomi do Bakuriani – 3 lari (6zł.), z Bakuriani do Kutaisi – na lotnisko – 11 lari (22 zł). Z Tbilisi do Gori można przejechać za 5 lari w taksówce z innymi osobami. Bilet lotniczy z Warszawy do Kutaisi tanimi liniami można kupić w promocji nawetza 200 zł, regularna cena od 400- 500 zł bez bagażu, jeśli wybieracie się na dłużej, bagaż konieczny i wtedy wyjdzie ok. 700 zł. Można polować na promocje, także LOT-em bezpośrednio do Tbilisi (ok. 1200 zł, ale szczęściarze kupują bilet nawet za 400-500 zł, ahh te „szalone środy:). Do zobaczenia w Gruzji!
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Święta Nino - apostołka Gruzji
Tym razem do Tbilisi przybyłam w Ninobę, czyli święto Świętej Nino, która do Gruzji przyniosła wieść o Chrystusie. Dzięki jej działalności Gruzja przyjęła chrześcijaństwo, jako drugi kraj na świecie po Armenii. Legendy o Świętej Nino głoszą, że była uzdrowicielką dzieci i żony króla Miriama III, że rozpowszechniła wieść o Świętym Jerzym z Kapadocji.Mówią, że miała sen w którym Maryja poprosiła, by ewangelizować Gruzję. Kiedy Chrystus rozsyłał Apostołów po Zmartwychwstaniu, powiedział, że Gruzja będzie jednym z pierwszych ewangelizowanych krajów. Gruzini wierzą, że to dzięki jej modlitwom powstał kościół w Mcchecie (pierwszej stolicy Gruzji) jako dowód wdzięczności gruzińskiego króla za uzdrowienie żony. W miejscu tego kościoła z szatami Chrystusa została pochowana Syjonia, siostra pewnego Żyda, który odkupił szaty w Jerozolimie od żołnierzy rzucających o nie losy. To Święta Nino z liści winogron uplotła krzyż, który własnoręcznie związała kosmykiem swoich włosów. Pierwszy postawiony przez nią krzyż był na Wzgórzu - zwanym dzisiaj po gruzińsku krzyż czyli Jvari .Dzisiejszy kościółek patrzy na zbieg rzek Aragvi i Kury. Widok przepiękny...Święta Nino pochowana jest w monastyrze w Bodbe, gdzie jest też jej źródło. Gruzini i Gruzinki zanurzają się w nim wierząc, że obmywa ich grzechy oraz uzdrawia ciało i duszę. Przed wejściem do małego pomieszczenia szaty wydają mniszki św. Nino. Więcej o Św. Nino przeczytacie tutaj.
piątek, 20 grudnia 2013
Bogate i biedne - różne oblicza Tbilisi
Aby poczuć klimat i atmosferę Tbilisi warto zagubić się w wąskich uliczkach, najlepiej zaczynając swoją podróż od zbocza gór, które okalają miasto. W wąskich uliczkach widać gruziński spokój. Jest przyjemnie cicho, a samotnego podróżnika najwyżej mogą zaskoczyć szczekające psy. Wtedy możemy się spodziewać, że z domów wyjrzą dzieci, aby chętne pokazać dalszą drogę...
Gruzini są bardzo otwarci, kiedy się ich prosi o pomoc, nawet w 1, 5 milionowym Tbilisi, w którym szczególnie trwa walka o przetrwanie i rządzą prawa rynku. Na mojej samotnej drodze spacerkiem wokół Tbilisi spotykam także mężczyzn, widać, że bez pracy, bo od rana stoją na ulicach. Ich twarze są czerwone, zmęczone i zrezygnowane, jednak odpowiadają na moje pytania. Upadek ZSRR spowodował, że Gruzja, bananowa republika ZSRR, podupadła. Kapitalizm przyniósł podział na bardzo zamożnych i bardzo biednych. W dzielnicy Vake, gdzie mieszka elita Tbilisi, a ceny w sklepach przewyższają kilkakrotnie ceny europejskie, na ulicach można spotkać też żebrzące dzieci i starszych. ..
Podczas mojego pobytu w Gruzji, próbowałam się z nimi zapoznać. Lepiej poznałam Rike, jej brata Lukasa i dziewczynkę w wieku około 4-5 lat: Mari, które razem żebrały na ulicy, na Saburtalo, niedaleko Vasha Pshavela, jak się jedzie do Vake Parku. Rike to dziewczynka ok. 15-16 lat, mówi, że ojciec nie żyje, a mama nie wie gdzie jest, mieszkają z babcią, która ma 70 lat. Rike jest w wieku dojrzewania i widać, że niedługo mogą być też problemy ze „sprzedawaniem” siebie. Kiedy proponowałam jej wspólne tańce w projekcie tańca, odpowiedziała, że tylko „seksualne”, bo nauczyła się tańca erotycznego od ciotki, która pracuje w klubie (prawdopodobnie nocnym).
Donar – dziewczynka w wieku ok. 12 lat podeszła do mnie na ulicy z prośbą o pieniądze, po nawiązaniu kontaktu okazało się, że pracowała z nią mobilna grupa w ramach projektu „Caritas Gruzja”, który był finansowany przez MSZ w 2013 r. Chciałam ją zabrać do centrum Caritasu dla dzieci ulicy, ale nie chciała. Prosiła tylko o pieniądze, w końcu kiedy jej odmówiłam kilka razy, poprosiła aby kupić jej chaczapuri, kupiłyśmy wspólnie chaczapuri i weszłyśmy do jednej z kamiennic, gdzie na schodach pokazywałam jej na komputerze zdjęcia dotyczące projektu tańca dla dzieci z „Caritas Gruzja” i niepełnosprawnych u Kamilianów oraz film o tańcu na wózkach. Chciała, żebym podarowała jej komputer-laptop, który miałam. Co czułam? Bezsilność, bezradność, nie wiem, jak mogłabym jej pomóc.. Tym dzieciom w Tbilisi z ulicy pomaga właśnie "Caritas Gruzja" kierując je do swoich domów.
Po to, aby pomagać dzieciom ulicy i dzieciom z domów dziecka w Gruzji powstała też w Polsce Fundacja „Serce dla Gruzji”: www.sercedlagruzji.pl
Widok na Tbilisi z okalających miasto wzgórz
Gruzini są bardzo otwarci, kiedy się ich prosi o pomoc, nawet w 1, 5 milionowym Tbilisi, w którym szczególnie trwa walka o przetrwanie i rządzą prawa rynku. Na mojej samotnej drodze spacerkiem wokół Tbilisi spotykam także mężczyzn, widać, że bez pracy, bo od rana stoją na ulicach. Ich twarze są czerwone, zmęczone i zrezygnowane, jednak odpowiadają na moje pytania. Upadek ZSRR spowodował, że Gruzja, bananowa republika ZSRR, podupadła. Kapitalizm przyniósł podział na bardzo zamożnych i bardzo biednych. W dzielnicy Vake, gdzie mieszka elita Tbilisi, a ceny w sklepach przewyższają kilkakrotnie ceny europejskie, na ulicach można spotkać też żebrzące dzieci i starszych. ..
Podczas mojego pobytu w Gruzji, próbowałam się z nimi zapoznać. Lepiej poznałam Rike, jej brata Lukasa i dziewczynkę w wieku około 4-5 lat: Mari, które razem żebrały na ulicy, na Saburtalo, niedaleko Vasha Pshavela, jak się jedzie do Vake Parku. Rike to dziewczynka ok. 15-16 lat, mówi, że ojciec nie żyje, a mama nie wie gdzie jest, mieszkają z babcią, która ma 70 lat. Rike jest w wieku dojrzewania i widać, że niedługo mogą być też problemy ze „sprzedawaniem” siebie. Kiedy proponowałam jej wspólne tańce w projekcie tańca, odpowiedziała, że tylko „seksualne”, bo nauczyła się tańca erotycznego od ciotki, która pracuje w klubie (prawdopodobnie nocnym).
Donar – dziewczynka w wieku ok. 12 lat podeszła do mnie na ulicy z prośbą o pieniądze, po nawiązaniu kontaktu okazało się, że pracowała z nią mobilna grupa w ramach projektu „Caritas Gruzja”, który był finansowany przez MSZ w 2013 r. Chciałam ją zabrać do centrum Caritasu dla dzieci ulicy, ale nie chciała. Prosiła tylko o pieniądze, w końcu kiedy jej odmówiłam kilka razy, poprosiła aby kupić jej chaczapuri, kupiłyśmy wspólnie chaczapuri i weszłyśmy do jednej z kamiennic, gdzie na schodach pokazywałam jej na komputerze zdjęcia dotyczące projektu tańca dla dzieci z „Caritas Gruzja” i niepełnosprawnych u Kamilianów oraz film o tańcu na wózkach. Chciała, żebym podarowała jej komputer-laptop, który miałam. Co czułam? Bezsilność, bezradność, nie wiem, jak mogłabym jej pomóc.. Tym dzieciom w Tbilisi z ulicy pomaga właśnie "Caritas Gruzja" kierując je do swoich domów.
Po to, aby pomagać dzieciom ulicy i dzieciom z domów dziecka w Gruzji powstała też w Polsce Fundacja „Serce dla Gruzji”: www.sercedlagruzji.pl
Widok na Tbilisi z okalających miasto wzgórz
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















